Dylematy z nowej chaty.

Ufff... udało się przenieść całą treść, z poprzedniego miejsca. Ta witryna jakoś mi nie leży. Tyle tu funkcji, że nie mogę się połapać... może z czasem? Kto wie? Póki co będę jedynie korzystała z odnośników, bo tutaj umieszczone są "Przypadki Konstancji", a na tych wpisach najbardziej mi zależy. Oczywiście dalszy ciąg gorących treści nastąpi... może …

Czytaj dalej Dylematy z nowej chaty.

Reklamy

Na nowych śmieciach.Tuż za rogiem.

Dobrze mi tu było z Wami. Doprawdy. Choć ostatnio przegięłam pałę dość mocno i wogle nie zaglądałam na blog. Ani do znajomych. Kurde no. Nie mam nic na swoją obronę. Lecz patrząc z perspektywy czasu, to nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło. Otóż szybko uwinęłam się z kopiowaniem wpisów, bo w …

Czytaj dalej Na nowych śmieciach.Tuż za rogiem.

Sieczka i karma. Ciasto kluczem do wyższej półki.

Nie wiem, co ze mną nie tak ? Bo niby w mym życiu dużo się dzieje dobrego i niekoniecznie dobrego, jednakże wszystko to, ginie w mrokach niepamięci, bo miast ogół zdarzeń mozolnie spisywać na blogowych łamach, śledzę kolejne sezony  naćpanych pielęgniarek amerykańskich, mordercy morderców i eleganckich polityków... też amerykańskich. Rzygam panoramicznie  tą amerykańską sieczką, lecz …

Czytaj dalej Sieczka i karma. Ciasto kluczem do wyższej półki.

Wiekowy senior. Jazda bez trzymanki.

Boże, od czego by tu zacząć. Może od dnia siódmego. Znaczy niedzieli. Bo właśnie wówczas zeszłam na zawał 11 razy. Dlaczego, aż jedenaści? Bo tyle było nieodebranych połączeń ze szpitala, w którym ulokowałam mojego tatusia lat 83. Wiem, że zaczynam od dupy strony, ale czasami trzeba sobie urozmaicić wstęp i budować napięcie. Jeszcze na marginesie …

Czytaj dalej Wiekowy senior. Jazda bez trzymanki.

Srał to kot. Rodzaje budowy według królika doświadczalnego.

Nawet nie pytajcie, gdzie mnie wcięło. Wszelkie tłumaczenia byłyby próbą zachowania twarzy... a w obecnej sytuacji nie wiem, czy akurat to stwierdzenie ma sens. Jednak zanim zagłębię się w temacie mojego wyglądu, otrę się o inne aspekty poza blogowego życia. Otóż, w kwestii kociąt, muszę donieść, że rosną jak na drożdżach. Przyznaję, miałam ambitny plan …

Czytaj dalej Srał to kot. Rodzaje budowy według królika doświadczalnego.

Dyżurny mechanik. Opanowanie, sztuką nabytą przez lata.

Dzisiejszy wpis poruszy problemy motoryzacyjne właścicielki tego oto bloga, która od pewnego czasu WRESZCIE pomyka do pracy SWOJĄ Rakietą. Taaaa. Po takiej przerwie  mam wreszcie materiał na obszerny wpis, lecz ostrzegam, będzie dość monotematycznie. Aby wszystko miało sens, muszę cofnąć się  do listopada ubiegłego roku. Otóż w tym właśnie czasie do zmotoryzowanej rodziny Conska zawitała …

Czytaj dalej Dyżurny mechanik. Opanowanie, sztuką nabytą przez lata.

Matka karmiąca. Śmiertelna pułapka.

Ten wpis miał być zupełnie o czym innym, lecz życie zweryfikowało moje plany. Oto zostałam matką karmiącą. Nagle. I jest mi bardzo nie halo. Będę musiała co trzy godziny karmić dwa maluszki. Już mam pierwsze trzy karmienia za sobą. Co prawda  już kiedyś przez to przechodziłam, ale wówczas byłam młodsza i o wiele cierpliwsza. A …

Czytaj dalej Matka karmiąca. Śmiertelna pułapka.

Amplituda życiowa. Drugie imię pierwszej żony.

A jednak pierwszy kwietnia w tym roku zrobił mnie w jajo, gdyż albowiem śliczna pogoda, która wówczas trwała, dawała nadzieję na totalne ocieplenie. Naładowana prima aprillisową witaminą D, dostałam takiego pałera, że powynosiłam wszystkie znienawidzone, zimowe okrycia, barchany i takietam.O! o! o! conskowa naiwności! Zaraz potem, przez kolejne kilkadziesiąt dni, budziłam się z ręką w …

Czytaj dalej Amplituda życiowa. Drugie imię pierwszej żony.

Na poważnie w mało poważnym dniu. Ściana w roli głównej.

Liżę rany. Coś tak myślę, że jeszcze długo mi to zajmie, bo jakoś nie mogę się przyzwyczaić do przegranej. Z Małża wylazła natura Prezesa Ka. Żadne argumenty do niego nie docierały, że .. lepiej poczekać, bo przecież małą łyżką też można się najeść... że... teraz nie potrzebujemy takiej gotówki ... że... leży niech leży, jeść …

Czytaj dalej Na poważnie w mało poważnym dniu. Ściana w roli głównej.

Zaskakujący koniec lutego. Lekka ręka, ciężka noga.

Gdyby ktoś mi powiedział, że ostatni dzień lutego, spędzę tak jak właśnie go spędziłam, to bym popukała się w czoło. Dlatego też muszę, po prostu muszę, napisać o tym, bo kto wie, czy taki czas się jeszcze kiedykolwiek powtórzy? Przynajmniej w moim życiu, wszak młodsza nie będę. Dziś wzięłam dzień wolny. Przeznaczyłam go na zrobienie …

Czytaj dalej Zaskakujący koniec lutego. Lekka ręka, ciężka noga.