Dyżurny mechanik. Opanowanie, sztuką nabytą przez lata.

Dzisiejszy wpis poruszy problemy motoryzacyjne właścicielki tego oto bloga, która od pewnego czasu WRESZCIE pomyka do pracy SWOJĄ Rakietą. Taaaa. Po takiej przerwie  mam wreszcie materiał na obszerny wpis, lecz ostrzegam, będzie dość monotematycznie. Aby wszystko miało sens, muszę cofnąć się  do listopada ubiegłego roku. Otóż w tym właśnie czasie do zmotoryzowanej rodziny Conska zawitała …

Czytaj dalej Dyżurny mechanik. Opanowanie, sztuką nabytą przez lata.

Reklamy

Na poważnie w mało poważnym dniu. Ściana w roli głównej.

Liżę rany. Coś tak myślę, że jeszcze długo mi to zajmie, bo jakoś nie mogę się przyzwyczaić do przegranej. Z Małża wylazła natura Prezesa Ka. Żadne argumenty do niego nie docierały, że .. lepiej poczekać, bo przecież małą łyżką też można się najeść... że... teraz nie potrzebujemy takiej gotówki ... że... leży niech leży, jeść …

Czytaj dalej Na poważnie w mało poważnym dniu. Ściana w roli głównej.

Zaskakujący koniec lutego. Lekka ręka, ciężka noga.

Gdyby ktoś mi powiedział, że ostatni dzień lutego, spędzę tak jak właśnie go spędziłam, to bym popukała się w czoło. Dlatego też muszę, po prostu muszę, napisać o tym, bo kto wie, czy taki czas się jeszcze kiedykolwiek powtórzy? Przynajmniej w moim życiu, wszak młodsza nie będę. Dziś wzięłam dzień wolny. Przeznaczyłam go na zrobienie …

Czytaj dalej Zaskakujący koniec lutego. Lekka ręka, ciężka noga.

Kółka, dziury i czeskie figury. Słów kilka o sierpniowej abstynencji blogowej.

No to dziś będę walić po oczach swym niewątpliwym SZCZĘŚCIEM!. Bo w końcu powrócił na dobre Dzień Świra... traaaalaaalaaalaaa. Jestem z tego powodu bardzo kontentna. No w życiu bym nie pomyślała, że zatęsknię za tą monotonią dnia codziennego... no w życiu. A tu bardzo proszszsz... naoliwiony chomikowy kołowrotek, zgrabnie wciągnął mnie w swe zakręcone jestestwo …

Czytaj dalej Kółka, dziury i czeskie figury. Słów kilka o sierpniowej abstynencji blogowej.

Truskawkowa fanka z mordem w oczach. Sposób na smakoszy.

Ostatnio bywa idyllicznie. Sezon truskawkowy to niewątpliwie mój ulubiony sezon. No może zaraz po sezonie Gry o Tron. Otóż, obżeram się truskawkami. Po prostu spożywam je pod każdą postacią, jak również zupełnie bez postaci ... ze śmietaną ... z jogurtem... a gdy i ten wyjdzie, to z żywym mlekiem... i wogle mnie to nie rusza. …

Czytaj dalej Truskawkowa fanka z mordem w oczach. Sposób na smakoszy.

Synekura na miarę możliwości. Cena mężowskiej troski.

Tak sobie pomyślałam, że dam znać iż żyję ... i w ogóle. Nie powiem. Tęskniłam za lataniem po innych blogach. Szczególnie przed snem. Jednak tylko przez moment, bo zaraz zasypiałam.  Za to, tuż po trzeciej ( przez pierwszy tydzień w nowej pracy) budziłam się jak głupia i zasnąć nie mogłam. Chyba z przejęcia, gdyż bałam …

Czytaj dalej Synekura na miarę możliwości. Cena mężowskiej troski.

Błogosławiony remont. Żona i poświęcenie idą w parze.

Za tyle ciepłych słów i wiązek dobrej energii, przesyłanej w moim kierunku, jakie otrzymałam w poprzednim wpisie, pragnę z całego serca podziękować. Wybaczcie, że nie każdemu z osobna. Obiecuję, że to będzie ostatni raz, kiedy nie odpowiadałam bieżąco na komentarze. Otóż, w ogóle nie zaglądałam do neta, bo wówczas na bank bym się rozsypała dokumentnie. …

Czytaj dalej Błogosławiony remont. Żona i poświęcenie idą w parze.

Sezon na intruza. Ciachu machu i po strachu.

Lojalnie donoszę, że dzieje się, oj dzieje. W ubiegłym tygodniu czarowne chwile spędzałam wśród garów, gdyż byłam zobligowana do szykowania obiadów dla majstra i moich domowych mężczyzn, którzy pomagali w pokrywaniu blachą budynku gospodarczego na posesji tatusia. Ale na szczęście wszystko już się skończyło i teraz mogę odetchnąć. Jakieś dwa dni. Bo potem zaczynam remont …

Czytaj dalej Sezon na intruza. Ciachu machu i po strachu.

Pobudzone krążenie. Milczenie owieczki prowadzące do alkowy.

Mam takie blogowe tyły, że nie wiem kiedy je nadrobię, gdyż większość czasu spędzam w krzakach. I na drzewach. Albo przy upychaniu w słoiki tego, co udało mi się zerwać z owych krzaków i drzew. A tu już borówki nadciągają i wczesne jabłka. Najgorsze, że już nie mam gdzie gromadzić owych dóbr zamkniętych w szkle …

Czytaj dalej Pobudzone krążenie. Milczenie owieczki prowadzące do alkowy.

Usram sie a nie dam sie. Drewniana historia.

STĘPIONE PRAGNIENIA. Poniedziałek, 4 czerwca 2012 (10:42) Autor: constans  W końcu się doczekałam. Ale nie jestem pewna czy dokładnie o to mnie chodziło. Musiałam coś pochrzanić przy wizualizacji.Otóż. Mój Małż,  jak wrócił w ubiegłym tygodniu na łono rodziny to w dłoniach trzymał kamień. Być może ten mój ostatni niekontrolowany wypad do matrixa dał mu do myślenia ? Być …

Czytaj dalej Usram sie a nie dam sie. Drewniana historia.